UWAGA !!!

ul. Mickiewicza 32,
76-200 Słupsk

+48 (59) 84 24 894
sekretariat@lo2.slupsk.pl

'Mickiewicz' w podróży?

Pocztówk ze statkiem, który nazywał się 'Strandbad Ferch' Nasze podróże wcale a wcale nie zaczęły się od Flensburga*) w 1989 roku, o, nie!...
Otóż już za moich (naszych) czasów - to jest w latach 1971-75 - nasza Stara Buda była znana, jako wcale chętna do współpracy z sąsiadami Polski. Dobrze pamiętam dwie edycje wymiany młodzieży z EOS (czyli niemieckim LO) w Wolmirstedt koło Magdeburga - jedną w 1973, a drugą w 1974 roku.
Jak to wszystko się zaczęło - dokładnie nie wiem, ale latem 1973 roku dostałem od uczestniczącej w wymianie koleżanki z klasy pocztówkę z Potsdamu (z pałacem Sans Souci), a na początku lipca 1974 roku enerdowska Karosa - czyli inaczej taki ich 'Ogórek' - zabrała kolejną ekipę 'Mickiewicza' do NRD ze mną w składzie. Myślałem wsiadając, że do Niemiec zawiezie nas co najmniej jakiś wypasiony Mercedes, ale to nic. W drodze pod wspomniany Magdeburg bractwo w autokarze, dowodzone przez niezastąpionego prof. Tomaszewskiego, z nielicznymi wyjątkami posnęło, niczym stado brunatnych misiów i niedźwiedzi przed zimą.


Potem otwarła się przed nami NRD, ta rówieśniczka naszej Szkoły.
Przez trzy tygodnie zwiedziliśmy kawał pięknego kraju - między innymi zahaczyliśmy o Góry Harzu, zwiedziliśmy muzeum zabawek czy instrumentów muzycznych (chyba w Wernigerode) i popływaliśmy statkiem po śródlądowych wodach kraju. W mojej kolekcji wciąż mam pocztówkę z tym statkiem, który nazywał się 'Strandbad Ferch' i miał bardzo uprzejmą załogę. Oczywiście przemierzyliśmy też kawał Magdeburga, tego miasta-patrona pewnego okrętu Kaiserliche Marine, który trzydzieści lat przed Enigmą mimowolnie zdradził ówczesnej Entencie niemal wszystkie najważniejsze niemieckie tajemnice morskie, bowiem do siedziby Admiralicji w Londynie trafiła w stanie nienaruszonym księga kodowa z owego 'Magdeburga'!...
No tak, ale miało być o mieście. JA pamiętam je za sprawą tamtejszej kamiennej Katedry, sławnego Prawa (na którym lokowano swego czasu miasta) i... albumu z obrazami I K Ajwazowskiego (1817-1900). Ten ostatni kupiłem w magdeburskiej księgarni ostatniego dnia pobytu w NRD i mam go do dziś!
Sławny rosyjski malarz ormiańskiego pochodzenia znany jest mi także z tego, że przez cały czas, jak jestem marynistą (czyli pół wieku z okładem!) nie ukazał się żaden polski album z reprodukcjami jego dzieł, a przecież pierwszy ilustrator naszego legendarnego MORZA był jego uczniem!!
Trzy tygodnie minęły, niczym chwilka i ani się obejrzeliśmy, a nadszedł dzień powrotu. Pełni wrażeń wsiedliśmy znów do wspomnianej Karosy i ruszyliśmy do domu. Uprzejmi Gospodarze pokazali nam po drodze Berlin; z tego nocnego rajdu po Stolicy NRD pamiętam - a jakże - Brandenburger Tor i lotnisko Schoenefeld.
Przydała się pilność na lekcjach niemieckiego: funkcjonowałem w 'Enerdówku' jako drugi tłumacz grupy (i mogłem sobie wybierać do woli dziewczyny do wyjścia w miasto na spacer czy po zakupy!)
W dwie dekady później kawał bardzo dobrej tłumaczeniowej roboty pozwolił mi na kolejne, tym razem równo miesięczne odwiedziny w (zjednoczonych już wtedy) Niemczech, we Francji i w Szwajcarii w sierpniu i wrześniu 1995 roku. Mieszkając przez miesiąc w domu katolickiego księdza spod Freiburga im Breisgau, zapoznałem się dość gruntownie m. in. z Najpiękniejszą Wieżą Całego Chrześcijaństwa (czyli wspaniałą, freiburską Katedrą), ale też z Kliniką w Szwarcwaldzie, sercem ówczesnej Europy w Strasburgu, Katedrą w Bazylei, i ze szwajcarskimi parowcami jeziorowymi, (tymi z dowcipu o
Vierwaldstätterseeschaufelraddampfschiffahrtsgesellschaft**).
Zdjęcia z tego pobytu - moje, a jakże! - mam do dziś (do wglądu na życzenie).
W M Wachniewski

*) Flensburg? To jest to miasto między innymi Flena z jego Burgiem i pewnej, dziś już ponadstuletniej, parowej 'Alexandry'!

// ułatwienia dla niepełnosprawnych //konic ułatwień